Co mi w duszy gra...

Z zaufaniem ostrożnie

Kiedy dopada nas szczęście, akceptujemy je od razu, albo nieufnie spoglądamy się jemu w oczy. Potem przytulamy się do niego i zostajemy tak w tym stanie długo. Najczęściej zamykamy oczy i nie chcemy, żeby ten cudowny stan szczęścia przemijał gdzieś i został tylko wspomnieniem, które coraz bardziej się zaciera. Kiedy jesteśmy szczęśliwi z Tą Drugą jedyną osobą, ufamy jej bezgranicznie - przynajmniej powinniśmy. Teraz wiem, że nie zawsze to może wyglądać.
Ona ufała - jemu. Bardzo. Po całej historii jej wczesniejszego związku wydawało mi się, że kto jak to, ale ona ufać nie powinna. Ona. Moja dobra koleżanka po rozwodzie i zdradzającym mężu. Otrząsająca się z tej mrocznej historii stawić jej czoła miała po raz drugi.
Poznała Jego - nauczyciela w podstawówce. Przystojny, ułożony, z ciekawym hobby - inny. To jak i gdzie nie ma znaczenia. Byli razem długo, wprowadzili się razem do wynajmowanego mieszkania. Nigdy nie widziałam JEJ takiej szczęścliwej, JEGO takiego wpatrzonego w kogokolwiek. Mijały miesiące, które potem uzbierały się w rok. Wpadła do niego do pracy podczas godziny konsultacji dla uczniów. Jako niespodzianka, z kanapkami i wyzywającej bieliźnie pod płaszczem. Sala była zamknięta. Ona pomyślała, że skoro ma do niej klucz, to wejdzie rozstawi się, przygotuje i będzie czekała na NIEGO. Zamek trzasnął, klamka nie stawiała oporu. Drzwi otworzyły się, a tam. ON. 30-letni facet, nauczyciel trzymał dłoń pod spódniczką 6-klasistki. Drugą dłonią błądził po biurku trzymając na nim jej majtki. Tamta nie protestowała. Z makijażem i dwoma kitkami wpatrywała się w Niego jak ciele malowane. A Ona. Ona wybiegła z płaczem, rzucając kanapki, klucz. Przed Siebie.
Tłumaczyć się próbował, że to nie tak, że ona źle myśli i sama dodała sobie fakty dla koloryzowania. Dla mnie ta sytuacja to podwójne przerażenie. Jak ufać komuś i go w ogóle nie znać? A dwa - taki nauczyciel w szkole jest bezkarny.